Magazyn

Ammadora, czyli glamour w szpilkach

Redakcja
17-03-2013 o 10:46
Meble selektywne to wciąż nisza, którą w Polsce szczęśliwie wypełnia Ammadora. Spersonalizowane meble selektywne, bo tak można je w pełni nazwać, zachwycają eklektycznym połączeniem sztuki i nowoczesności. Na temat marki rozmawiałam z jej twórczynią – Omeną Mensah.
Jak zrodził się pomysł na markę Ammadora?
Omenaa Mensah: Spontanicznie, jak większość rzeczy w naszym życiu. Urządzałam swój apartament i szybko przekonałam się, że większość dostępnych mebli nie pasuje do moich oczekiwań. Jestem osobą wrażliwą na sztukę, lubię antyki i starocie, jednak ani na pchlich targach, ani w nowoczesnych galeriach nie odnajdywałam mebli odpowiadających mojemu gustowi. Akurat współpracowałam z rzeźbiarką i scenografką Dorotą Banasik, która przekonała mnie, że wymarzone meble można po prostu zrobić. Postanowiłam sama je zaprojektować. Efekt okazał się znakomity, a w mojej duszy zrodziło się pragnienie, by podzielić się swoją pasją z innymi ludźmi...
Od początku miałam jasną wizję tego, co chcę tworzyć – miały to być rzeczy oryginalne, obdarzone artystyczną osobowością. Dlatego zaprosiłam do współpracy artystów i rzemieślników o mistrzowskich umiejętnościach. Dzisiaj skupiam wokół siebie zespół ludzi, którzy wkładają mnóstwo serca w realizację każdego mojego projektu.

Do kogo adresowane są Pani meble, czy targetem jest zamożny klient?
Odbiorcami mebli Ammadora są osoby świadome, wrażliwe na sztukę i zamożne. Do każdego projektu podchodzę indywidualnie; każdy mój mebel to ręczna robota rzemieślnika i artysty. Pomysł powstaje w mojej głowie, jednak swój wkład w tworzenie mebli mają: tapicer, stolarz, kowal, rzeźbiarz bądź malarz. Materiały wykorzystywane przez nas są kosztowne, proces  powstawania mebli i liczba zaangażowanych osób również generują koszty i ceny niedostępne dla przeciętnego Kowalskiego. Jednak z designem jest tak, że czasem lepiej kupić jeden mebel wyjątkowy niż pięć, sześć nijakich. Odpowiadam za jakość tych produktów, daję na nie gwarancję, co również stawia przede mną określone wymagania. Przypomina to trochę powstawanie luksusowego auta – niektóre meble powstają nawet trzy miesiące, więc nie mogą kosztować tyle, co masowa produkcja marki IKEA.  

Widać duże zaangażowanie w to, co Pani robi...
Jestem perfekcjonistką, więc projektując meble chcę być przy każdym etapie ich tworzenia. Pierwszy etap to rodzenie się pomysłu w mojej głowie, czasem widzę tkaninę i już wiem, że będzie pasować np. do wnętrza szafy. Innym razem widzę obraz, jak w przypadku mego ostatniego dzieła – najpiękniejszej i chyba najdroższej szafy „Półksiężyc”. Zobaczyłam obraz Doroty Golińskiej i już wiedziałam, jak ta szafa powinna wyglądać. Drewniany korpus, system wielu szuflad plus część na wiszące rzeczy i to wszystko skąpane w złotym lustrze. To właśnie tutaj pojawia się ten bardzo oryginalny motyw, bo ta szafa z każdej strony, nieważne, jak ją ustawimy, odbija to, co jest dookoła. Szafę wykończono od środka połyskującą taftą, która jest przyjemna w dotyku oraz śliska – ubranie w zetknięciu z tkaniną nie będzie się zaciągać. Obcowanie z takim meblem staje się przyjemnością. Szafa jest w jednym kawałku, nie można jej zdemontować. Jedynym problemem jest przewóz takiego mebla, który wymaga specjalnej, transportującej go ekipy.

W ofercie Ammadory są także meble dla dzieci...
Postanowiłam stworzyć meble dla najmłodszych, ponieważ design proponowany dla dzieci jest ubogi i mało kreatywny – albo wszystko jest różowe, albo niebieskie. W dziecięcych meblach sztuka w żaden sposób nie jest przemycana, a przecież gust dzieciaków kształtuje się także pod wpływem otaczających nas przedmiotów. Dlatego zależy mi na przemycaniu motywu sztuki w sposób fajny i przystępny. Przykładem jest fotel księżniczki w stylu XVII/XVIII wieku, dostała go 3-latka i była nim zachwycona. Mimo tego, że jest to tak naprawdę mały antyk, ale z nadrukiem nowoczesnej dziewczynki z kręconymi włosami, w różowych okularach. Dorosła osoba mogłaby powiedzieć, że taki antyk nie jest dla dziecka. Nic bardziej mylnego, bo wszystko zależy od tego, jak go „ubierzemy”, w jaki sposób sprzedamy.

Pani meble to połączenie antyków i nowoczesności, czyli jednak eklektyczne rozwiązanie...
Uważam, że jeśli w nowoczesnym wnętrzu nie ma jakiegokolwiek elementu eklektycznego - sztuki z zupełnie innej bajki, to wnętrze jest nudne, banalne i niegodne zapamiętania. Jestem przekonana, że trend łączenia antyków z tym, co nowoczesne, będzie nową formą w designie, bardzo wierzę w sprzedawanie właśnie takich mebli. Jest to niewątpliwie nisza, bo nie każdy w Polsce jest gotowy na takie meble i nie każdego na nie stać, nie każdy interesuje się sztuką. Jednak w Ammadora oferujemy możliwość wykonania grafiki na dekolicie, co jest o wiele tańsze, a klient może wybrać swój własny obraz.

Czy Pani meble są w stylu glamour?
Nazwałabym to raczej glamour w szpilkach, bo sam styl glamour jest bardzo kwiecisty, bardzo błyszczący. Luksusowa tafta, piękne miedziane uchwyty, naturalne drewno i lustro, eklektyzm jest zachowany w stylu glamour.

W takim razie, czy są to meble wyłącznie dla kobiet?
To nie są meble wyłącznie dla kobiet, są także adresowane do mężczyzn. Myślę, że są to meble dla singla, który mieszka sam, jest wrażliwy na sztukę i chce mieć w swoim mieszkaniu coś wyjątkowego. Wtedy kupuje ode mnie piękną szafę i trzyma w niej swoje zegarki, jedwabne krawaty i koszule. A gdy poznaje kobietę i zakochuje się, zamawia dla niej taką samą szafę, ale w jej stylu. To są meble dla bardzo świadomych klientów. Nawet jeśli będzie ich niewielu w Polsce, to i tak uważam, że warto tworzyć je choćby i dla tej garstki.
Rozmawiała: Ewa Szyłko